Dokładnie 10 lat temu rozpoczęłam swą edukację fotograficzną. Nie ukrywam, to był jeden z lepszych okresów w moim życiu, od poniedziałku do piątku głównie zajęcia praktyczne. Większość czasu spędzałam w ciemni kolorowej, w białym fartuchu, który biały był przez kilka dni. Piękny czas. W końcu przyszła pora na pracę dyplomową. Już wtedy kochałam fotografować artystów, koncerty, robić fotoreportaże z planów teledysków, z wywiadów, ze studiów nagraniowych.
Obiektem mojej pracy była Sylwia Wiśniewska, wówczas debiutująca wokalistka. Niestety niedoceniona przez branżę muzyczną. A szkoda, bo nagrała dwie dobre płyty.
Ale do czego zmierzam, Sylwii towarzyszyłam wtedy wszędzie, zdjęć zrobiłam ponad 500, żeby wybrać te kilkanaście perełek. 14 filmów Fuji Superia 800/36, tysiące kilometrów przejechanych, ponieważ wszystkie zdjęcia powstawały w Warszawie. Ale praca została obroniona na 5 :)
Też w dużej mierze dzięki mojemu promotorowi, niestety już śp. Stanisławowi Strzyżewskiemu.
Poniżej moje zdjęcia sprzed 10 lat, robione lustrzanką analogową.
Słowo daję, że są ostre, musiały być, były powiększane do formatu 30x40, skaner troszkę zatracił jakość :)


A to Sylwia dziś, zdjęcia z tamtego roku, z Fryderyków.
Najfajniejsze jest to, ze ciągle mamy kontakt ze sobą i to że Ona ciągle śpiewa :)
Zapraszam do posłuchania projektu
Karimski Club :)